Tajemniczy świat introligatorstwa

balladyna

Tajemniczy świat introligatorstwa. Możecie zapytać: gdzie w tym tajemnica?

Postaram się wyjaśnić… Załatwiałem niedawno jakąś sprawę w banku czy urzędzie, nie pamiętam. W sumie to nieistotne. Uzupełniając moje dane miła pani z okienka zapytała o zawód. Introligator – odpowiedziałem. Po chwili krępującej ciszy padło kolejne pytanie: czym się zajmuje introligator? Konsternacja. Zresztą, podobne sytuacje spotykają mnie w pracowni, pytanie: „a co tu się robi?” przestało mnie dziwić. Okazuje się więc, że dla niektórych introligatorstwo jest jednak tajemniczym światem…

Starsze pokolenie jeszcze pamięta tradycyjne, rzemieślnicze zakłady introligatorskie. Młodszym introligator kojarzy się raczej z punktem ksero i bindowaniem prac dyplomowych. Nastąpiło też swego rodzaju pomieszanie pojęć, o czym świadczyć może dość popularna ostatnio oferta pracy: pomocnik drukarza – introligator. Albo pomocnik drukarza albo introligator… Więc kim właściwie jest introligator? Według słownika języka polskiego to rzemieślnik lub pracownik przemysłu poligraficznego, zajmujący się oprawianiem książek. Mamy więc z jednej strony pracownie kultywujące – na miarę możliwości –  tradycyjne rzemiosło, z drugiej przemysłową masówkę dążącą do maksymalnego uproszczenia oprawy – dużo, szybko i tanio.

Rzemieślnicy – nierzadko artyści w swoim fachu – powoli odchodzą w zapomnienie. Są na wymarciu. Nie tylko w Polsce, w Glasgow (gdzie pracowałem 7 lat) jeszcze 15 lat temu adresy bookbinders zajmowały dwie strony w książce telefonicznej, dziś zostały trzy pracownie. W chwili gdy to piszę być może dwie, bo master bookbinder na Purdon Street był już dobrze po siedemdziesiątce. Nieliczne szkoły zawodowe nie są zainteresowane tematem, kształcą wyłącznie operatorów maszyn. Mistrzowie mogący przekazać swoją wiedzę i doświadczenie następnym pokoleniom wykruszają się. Przed całkowitym zapomnieniem ratuje rosnąca rzesza pasjonatów-amatorów. Wystarczy spędzić chwilę grzebiąc w internecie, by trafić na blogi czy youtubowe poradniki poświęcone introligatorstwu. Zdecydowana większość tego typu produkcji u starego fachowca wywołuje raczej uśmiech politowania. Daleki jednak jestem od totalnej krytyki – podejrzewam, że na podobne reakcje fachowców mógłby liczyć filmik nagrany podczas układania przeze mnie płytek na balkonie. To bardziej scrapbooking, introligatorstwo traktowane hobbystycznie. Na pewno nie zostawiłbym książki do renowacji – od strony technicznej niewiele ma to wspólnego z poprawnym rzemiosłem. Trzeba jednak przyznać, że można znaleźć naprawdę świetne pomysły na oprawy.

Oprawą książek zajmuję się ponad 30 lat, więc dla mnie introligatorstwo nie kryje wielu tajemnic. Nie oznacza to bynajmniej, że już wszystko potrafię. Uczę się każdego dnia – pojawiają się nowe materiały, technologie, zmieniają się mody. Najważniejsze, żeby się chciało… Paradoksalnie mimo wszechobecnej elektroniki książka w formie papierowej wciąż ma się nieźle. Zawsze mam pełne półki książek do renowacji. Zdarzają się perełki, jednak większość z nich nie ma właściwie żadnej wartości rynkowej, mają natomiast ogromną wartość sentymentalną dla ich właścicieli. Staram się podchodzić do każdej książki indywidualnie, nie popadać w rutynę i sztampę.

DSCF1995Oprawiamy rejestry GLoS – Gordon McMaster przy szywnicy

Introligatorstwo nie ogranicza się tylko do oprawy książek. To również galanteria introligatorska: pudełka, etui, teczki, tuby na dyplomy, albumy itp. Bardzo często nawet banalny drobiazg w oryginalnym etui urasta do rangi ekskluzywnego prezentu. Najczęściej są to pojedyncze realizacje, a takie zlecenia zawsze wymagają sporej dozy własnej inwencji i zrozumienia potrzeb klienta.

Zapraszam do portfolio. Nie wszystkie fotografie są perfekcyjne, po dwóch włamaniach do pracowni została mi lampa błyskowa i Tamron 70-300, których i tak nie ma do czego zapiąć. Na nowy sprzęt trzeba będzie poczekać, bo zawsze są pilniejsze wydatki. Pozostaje pstrykanie komórką…

Nie mam sztywnego cennika, każde zlecenie jest kalkulowane indywidualnie. Cena jest wypadkową kosztu zastosowanych materiałów i czasu poświęconego na wykonanie zamówienia. Proszę pisać na biuro@mairstudio.com.pl, odpowiem na wszelkie pytania. Część prac w portfolio to moje realizacje (zresztą zdjęcia również) wykonane w czasie bytności w Szkocji. Fotografie umieszczone za zgodą firmy Wm Anderson & Sons Glasgow.